Nie mam już siły. Musiałam założyć tego bloga. Kiedyś prowadziłam photobloga i to mi pomagało.
Słowem wstępu o mnie. Od kilku lat zmagam się z różnymi dietami. Z bulimią, o której nikt z moich bliskich nie wie.
Moja waga w najgorszym okresie była bardzo wysoka (nie wiem dokładnie ile, bałam się wtedy wchodzić na wagę...),myślę że koło 85kilo.
Mam 20 lat. Cztery lata temu schudłam, bardzo. W najlepszym momencie ważyłam 59kilo. Wtedy jeszcze nie zmagałam się z bulimią. Zdarzało mi się wymiotować, ale bardzo, bardzo rzadko. Kiedyś w ogóle nie potrafiłam tego robić. Do dziś pamiętam dzień, w którym udało mi się zwymiotować. Nienawidzę tego dnia. A wtedy byłam z siebie taka dumna. Nie wiedziałam, jak ta choroba niszczy psychikę,
Potem znów przytyłam, potem schudłam... i tak w kółko. Ale to 59kg widziałam tylko raz. Jakieś pół roku temu udało mi się schudnąć do jakichś 65kg, w dodatku bulimia nie miała w tym udziału. Przez parę miesięcy zdrowo sie odżywiałam, ćwiczyłam, biegałam.. Potem miałam problemy zdrowotne, nie mogłam ćwiczyć, zaczęłam jeść.. Wyrzuty sumienia, więc zaczęłam znów wymiotować. Od 5 lat wszystko na zmianę. Jem, opycham się, wymiotuję. Lub zdrowo się odżywiam, ćwiczę. Lub głodówki. Ja nie wiem nawet, jak je normalny człowiek. Już zapomniałam jak to jest. Kiedy wymiotuję, nienawidzę siebie. A kiedy kupuję jedzenie, to myślę tylko o tym, że je zwymiotuję. Nie potrafię już normalnie zjeść. Kur wa.
Zdecydowanie lepiej zawsze się czuje, kiedy bardzo mało jem i nie wymiotuję. Dlatego założyłam tego bloga. Chcę jak najmniej jeść i przestać rzygać. Może w końcu się uda. Nie wiem, czy potrafię być szczęśliwa. Nie akceptuję w ogóle siebie. Czytam cały czas blogi o tej tematyce...
Jestem teraz za granicą, za 2 miesiące wracam na święta do Polski. Boję się. Boję się, że przez te 2 miesiące nie schudnę. A jeszcze bardziej boję się, że przytyję. I jak wtedy wszyscy na mnie spojrzą? To ejst najgorsze. Chcę schudnąć. Nie wiem nawet ile ważę, nie mam tu wagi. Zakładam, że 70-75kg. Tak bardzo chciałabym zobaczyć w grdudniu, w Polsce, max 65kg na wadze.
Boję się, że ona i tak wróci.. Zawsze wraca. Tyle razy mówiłam sobie, że to już ostatni raz, przecież tak bardzo się za to nienawidzę. A potem znów to samo... Chciałabym, żeby moje życie przestało opierać się na jedzeniu, na zwracaniu go, na nieustannym myśleniu o tym. Ja nie mam już na to siły. Mój metabolizm zresztą też nie.
Dobranoc. Jutro będzie lepiej. Kupiłam na jutro dwa jabłka.
Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki :*
dziekuję! :*
UsuńDziękuję za chęć pomocy! :)
OdpowiedzUsuńProblem jest taki, że mieszkam w akademiku i nie mam gdzie się zważyć, nie kupię sobie wagi na parę miesięcy pobytu tu, zresztą nie jestem sama w pokoju... Gdybym miała wagę to już bym się zważyła, a raczej stawała na niej codziennie.
czy nie wolałabyś spróbować znowu ze zdrowym odżywianiem? skoro kiedyś się udało, to może znowu się uda?
OdpowiedzUsuńniezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz to życzę powodzenia :)